• Strona główna
  • Szukaj
    •  
  • Zaloguj się
    • Nazwa użytkownika: Hasło:
      Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Benon

Strony: [1] 2 3 ... 6
1
Polityka krajowa / Judasz i Haman
« dnia: Kwiecień 26, 2019, 12:24:40  »

Judasz i Haman


TVN
Wieszanie Hamana


Znów Polaków żydowska dosięgła krytyka,
Bowiem zbili Judasza ludkowie z Pruchnika.
Jednak Polak ma cicho, jak wylękły zając,
Siedzieć w Purim, gdy Żydy Hamana wieszają.

2
Polityka krajowa / Odp: Chcieliśmy PiS, no to mamy...?
« dnia: Czerwiec 30, 2018, 02:43:20  »
Polska skazana na sukces?

Prominentni politycy PiS ogłosili nam, że Polska odniosła sukces znosząc pod brutalną presją Izraela i USA nowelizację ustawy o IPN.

Obawiam się, że Nasz Kraj może kolejnych takich sukcesów nie przetrzymać.

Mając na uwadze przyjętą w Stanach Zjednoczonych ustawę 447 boję się szczególnie sukcesów związanych z uznaniem roszczeń organizacji żydowskich do mienia bezdziedzicznego po ofiarach Holokaustu. Oczyma wyobraźni widzę, jak premier elokwentnie oznajmia społeczeństwu, że Polska dzięki niemu znowu zatriumfowała, gdyż udało mu się zbić roszczenia żydowskie o całe 10 procent, wobec czego będziemy musieli wybulić Narodowi Wybranemu jedynie 270 mld zamiast 300 mld dolarów.

Gdy o tym wszystkim myślę, chce mi się wznieść ręce do nieba i zawołać: Boże, skoro musisz nas doświadczać porażkami, oszczędź nam przynajmniej tych sukcesów!

3
Polityka krajowa / Odp: Cena sojuszu z USA
« dnia: Czerwiec 04, 2018, 01:10:53  »

Wojska USA w Polsce – koszty, sens i S.447


Czy, a jeżeli tak, to ile powinniśmy płacić Stanom Zjednoczonym za obecność wojsk amerykańskich na terenie Polski? Jaką gwarancję da Polsce ulokowanie baz USA na jej terenie?


Cena amerykańskiej ochrony


W polityce międzynarodowej nie ma nic darmo. Jeżeli Stany Zjednoczone zgodzą się chronić Polskę swoimi wojskami, to Polska z pewnością będzie musiała za to zapłacić. Warto wiedzieć, że na przykład Republika Federalna Niemiec współfinansuje pobyt wojsk USA w jej granicach.


Jak doniosły media, władze Polskie zaproponowały, że przeznaczą 1,5 – 2 mld dolarów „na pokrycie kosztów ułatwienia stacjonowania” w Polsce amerykańskiej dywizji pancernej. Jest to zapewne kwota na start, na której nie zakończy się opłacanie Amerykanów. Można się o tym przekonać dokonując następującego szacunku. [1]


Stany Zjednoczone wydały w 2017 roku na cele militarne około 609,76 mld dolarów. Siły zbrojne USA liczą około 1,33 mln żołnierzy służby czynnej. Zatem roczne wydatki militarne USA w przeliczeniu na jednego żołnierza służby czynnej wynoszą mniej więcej 458,5 tys. dolarów (609,76 mld/1,33 mln = 458,5 tys.). [2], [3]


Liczebność dywizji wynosi przeważnie od 5 do 15 tys. żołnierzy. Załóżmy, że dywizja stacjonująca w Polsce będzie liczyła 10 tys. żołnierzy. Mnożąc roczne wydatki militarne USA w przeliczeniu na jednego żołnierza służby czynnej przez liczebność dywizji stacjonującej w Polsce otrzymamy szacunkowe wydatki przypadające na tę jednostkę wynoszące 4,59 mld dolarów (458,5 tys. x 10 tys. = 4,59 mld).
 
Przyjmując, że Polska będzie zwracała 50% wydatków przypadających na przebywającą na jej obszarze dywizję wyjdzie nam, że będziemy musieli każdego roku płacić Stanom Zjednoczonym 2,3 mld dolarów (4,59 mld/100 x 50 = 2,3 mld).
 
W 2017 roku Polska wydała na cele obronne około 10,01 mld dolarów, wobec tego danina na amerykańską dywizję pochłonęłaby około 23% polskich wydatków obronnych we wspomnianym roku (2,3 mld/10,01 mld x 100% = 23%). Dlatego chcąc utrzymać pozostałe wydatki wojskowe i jednocześnie płacić za amerykańską jednostkę należałoby podnieść kwotę przeznaczaną przez Polskę na obronność o 23%. [2]


Co nam da amerykańska baza?


Trudno odmówić wartości bojowej dobrze wyszkolonej i zaopatrzonej jednostce Sił Zbrojnych USA. Jednak stacjonująca w Polsce amerykańska dywizja nie będzie panaceum na militarne niebezpieczeństwa grożące Polsce ze strony Rosji. Wojska USA w Polsce będą znajdowały się pod amerykańską komendą i podejmą ewentualne działania wtedy, kiedy nie Polacy lecz Amerykanie uznają to za stosowne. Trzeba również brać pod uwagę wariant „taktycznej ewakuacji” sił USA w przededniu lub w czasie ewentualnej inwazji na Polskę. Ponadto przydatność dywizji pancernej będzie niewielka, jeżeli podstawowym środkiem agresji wymierzonej w Polskę będą na przykład ataki rakietowe.


Fortel S.447


Jak pisałem wcześniej tutaj, Amerykanie wiążą decyzję o lokalizacji stałych baz w Polsce ze sprawami polsko-żydowskimi. Od maja 2018 roku obowiązuje w Stanach Zjednoczonych ustawa S.447 (tzw. JUST Act) obligująca Sekretariat Stanu do złożenia w ciągu 18 miesięcy sprawozdania oceniającego między innymi postępy w przejmowaniu pożydowskiego mienia bezspadkowego przez organizacje „przemysłu Holokaustu”. Istotnym dla Polski następstwem tej ustawy jest prawne uznanie przez USA roszczeń żydowskich do bezspadkowego mienia po ofiarach Shoah.


Ważnym ogniwem łączącym kwestię finansowania wojsk amerykańskich w Polsce z ustawą S.447 może być zawarte w niej przyzwolenie na wykorzystanie mienia bezspadkowego po ofiarach Holokaustu na inne cele niż pomoc żyjącym ofiarom prześladowań Żydów oraz edukacja o Shoah. Czy takim celem nie może być umacnianie obronnego sojuszu polsko-amerykańskiego?


Wartość bezspadkowego mienia pożydowskiego w Polsce jest szacowana na ponad 300 mld dolarów. Wyobraźmy sobie teraz, że Amerykanie podczas negocjacji w sprawie ulokowania w naszym kraju bazy postawią warunek, aby Polska utworzyła wraz z organizacjami amerykańskimi i żydowskimi fundusz – nazwijmy go roboczo funduszem przyjaźni polsko-żydowsko-amerykańskiej – któremu przekaże bezspadkowe mienie pożydowskie lub jego ekwiwalent. Przyjmijmy wiedząc co nieco o naszej klasie politycznej, że Polska się na ten warunek zgodzi. Załóżmy ostrożnie, że fundusz będzie przynosił rocznie 1,5% zysku. 1,5% od 300 mld dolarów to 4,5 mld dolarów. Te 4,5 mld dolarów to 98% oszacowanych wcześniej rocznych wydatków przypadających na dywizję amerykańską, która miałaby stacjonować w Polsce (4,5 mld/4,59 mld x100% = 98%).


Przypomnijmy sobie, żeśmy wcześniej przyjęli, iż Polska zwracałaby USA 50% wydatków przypadających na dywizję. Jeżeli dodamy do tego owe 98% uzyskiwane z fundacji, to wyjdzie nam, że do Wuja Sama trafiałoby rocznie z Polski 148% wydatków przypadających na amerykańską jednostkę pancerną stacjonującą w naszym kraju. W liczbach bezwzględnych byłoby to równoważne kwocie 6,8 mld dolarów (2,3 mld + 4,5 mld = 6,8 mld).
     
W takim układzie roczna stopa zysku z inwestycji w postaci dywizji amerykańskiej przysłanej do Polski wynosiłaby 48% (148% - 100% = 48%). Doprawdy byłby to zysk na miarę takiego rekina biznesu jak Donald Trump, zasiadający obecnie w fotelu prezydenta USA.


Więcej asertywności


Główne siły polskiej klasy politycznej sprawiają wrażenie, jakby kierowały się taką oto trawestacją słów z pamiętnego przemówienia Józefa Becka: „Jest jedna rzecz, która dla bezpieczeństwa Polski jest bezcenna. Tą rzeczą są wojskowe bazy USA na terenie naszego kraju.”


Gdyby polskie elity polityczne wykazywały więcej asertywności w relacjach z USA i w komentowaniu tych relacji na forum publicznym, zapewne cena współpracy z Ameryką byłaby niższa.
 


4
Polityka krajowa / Poznań 1956 – Jerozolima 2018
« dnia: Maj 26, 2018, 02:00:36  »

Poznań 1956 – Jerozolima 2018


Czy Żydzi i ich amerykańscy poplecznicy mają moralne prawo do oskarżania Polski i Polaków?


Niedługo będziemy obchodzili kolejną rocznicę Poznańskiego Czerwca. Prawie 62 lata temu około 100 tys. Poznaniaków zbuntowało się przeciwko stalinowsko-komunistycznej władzy, która do stłumienia zamieszek użyła wojska uzbrojonego między innymi w czołgi i działa. Na skutek pacyfikacji zginęło 49 protestujących, a kilkuset zostało rannych. Pomimo, że część buntowników zdobyła broń palną, sposób w jaki PZPR-owski reżim gasił poznańskie zamieszki uznawany jest za przejaw krwawego państwowego terroru. [1]
 
Według szacunków władz izraelskich co najmniej 35 tys. Palestyńczyków ze Strefy Gazy zaprotestowało 14 maja 2018 roku przeciwko przeniesieniu ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy. Tłumiąc rozruchy siły izraelskie zabiły 58 Palestyńczyków, a 2771 raniły. Oręż protestujących stanowiły przede wszystkim proce i koktajle Mołotowa. [2]


Jeżeli reakcja władz PRL na protest Poznaniaków w czerwcu 1956 roku była krwawym terrorem, to była nim także odpowiedź władz Izraela na protest Palestyńczyków przeciwko przeniesieniu ambasady USA w maju 2018 roku.
 
Chociaż ręce izraelskich żołnierzy ociekają krwią palestyńskich cywilów, nie przeszkadza to pewnym środowiskom żydowskim i ich amerykańskim poplecznikom oskarżać Polaków i Polskę o urojone lub wyolbrzymione, względnie nieudowodnione, zbrodnie współudziału w Holokauście, nie przeszkadza to im również zgłaszać kuriozalne roszczenia do bezspadkowego mienia po ofiarach Shoah.


„Po owocach ich poznacie.” – powiedział dawno temu pewien Zacny Żyd (byli kiedyś tacy i zapewne są też dzisiaj). Majowa rzeź w Jerozolimie to tylko jeden z przykładów, że żydowskie krzewy w Izraelu, USA i w innych miejscach rodzą wilcze jagody.
 
Polaków próbuje się skłonić do zjedzenia tych jagód dwoma sposobami. Żyd odgrywający rolę złego okłada nas pięściami i wymierza kopniaki grożąc, że jeżeli nie zjemy zatrutych owoców, będziemy zdychali powoli i w męczarniach od jego razów. Żyd odgrywający rolę dobrego podaje nam wilcze jagody w porcelanowej miseczce, posypane cukrem, ciepło się przy tym uśmiechając.


Bądźmy odporni na te groźby i podstępy.   
   

5
Polityka krajowa / Bolek, oddaj srebrniki na niepełnosprawnego!
« dnia: Maj 23, 2018, 01:46:58  »

Wielce nieszanowny Bolku!


Piszę do ciebie ten list otwarty obejrzawszy i odsłuchawszy film z twojej rozmowy z okupującymi Sejm niepełnosprawnymi i ich rodzicami, domagającymi się comiesięcznego 500-złotowego wsparcia w „żywej gotówce”.
 
Nie przesądzając o słuszności lub niesłuszności żądania niepełnosprawnych i ich opiekunów, uważam że Nasze Państwo powinno im pomagać na miarę swoich możliwości.


Ty jednak Bolku swoimi słowami i zachowaniem podczas wspomnianej rozmowy pokazałeś, że zupełnie nie nadajesz się do roli rzecznika interesów niepełnosprawnych, że przyszedłeś do Sejmu tylko po to by podczyścić swój zafajdany wizerunek, co ci się zresztą nie udało.


Tak jak mi po ludzku żal alkoholika leżącego na trotuarze w kałuży własnych wydalin, tak żal mi ciebie przywalonego konfidencką teczką Bolka i innymi błędami, którymi zaszkodziłeś Polakom i Polsce.


Dlatego mam dla ciebie radę. Można wyczytać w dokumentach, że w latach 1971-1974 wziąłeś od Bezpieki za kapowanie na swoich kolegów 13 300 zł. Po uwzględnieniu inflacji i denominacji wynika, że 13 300 zł z roku 1974 stanowi równowartość mniej więcej 6 184 zł z roku 2017. Przeznacz taką kwotę na 500-złotowe comiesięczne stypendium dla jednego niepełnosprawnego – będzie je mógł otrzymywać przez przeszło rok.


Jako megaloman, żachniesz się zapewne, że taki gest nie ma znaczenia, że ty chcesz rozwiązać problem niepełnosprawnych systemowo. Wierz mi jednak, iż będzie to krok na miarę twoich obecnych możliwości i oczekiwań wobec ciebie trzeźwo myślących Polaków.
 
Wiem, że najtrudniejszą dla ciebie konsekwencją przyjęcia mojej rady będzie przyznanie się do tego, czemu – kompromitując się jeszcze bardziej – uporczywie zaprzeczasz. Obiecuję ci jednak, że jeżeli, to zrobisz będę znowu nazywał cię Lechem, a nie Bolkiem. Myślę, że podobnie postąpi wielu innych Polaków.


Obserwujący cię z politowaniem
Benon

6
Polityka krajowa / Cena sojuszu z USA
« dnia: Maj 05, 2018, 01:55:11  »

Cena sojuszu z USA


Stany Zjednoczone popierają roszczenia organizacji żydowskich do mienia bezspadkowego po ofiarach Holokaustu. Czy w związku z tym zacieśnianie sojuszu polsko-amerykańskiego jest dla Polski opłacalne?


Sojusz należy zawiązywać wtedy, kiedy można się spodziewać, że korzyści z niego wynikające będą przewyższały straty, jakie może przynieść.


Dla Polski celem sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi jest powstrzymywanie skierowanego przeciwko niej ekspansjonizmu rosyjskiego i niemieckiego, a w szczególności obu tych ekspansjonizmów sprzymierzonych ze sobą.


Jeżeli zaś chodzi o Stany Zjednoczone, to wiele wskazuje na to, iż chcą aby fundamentalnym składnikiem ceny za ochronę Polski było przekazanie organizacjom żydowskim majątku lub równowartości majątku po ofiarach Holokaustu, które zmarły nie pozostawiwszy spadkobierców.


24 kwietnia 2018 roku Kongres USA przyjął przez aklamację ustawę S.447 (tzw. JUST Act) zobowiązującą Sekretariat Stanu do złożenia w ciągu 18 miesięcy sprawozdania oceniającego między innymi postępy w przejmowaniu pożydowskiego mienia bezspadkowego przez organizacje „przemysłu Holokaustu”. Aby ów akt prawny stał się obowiązujący potrzebny jest jeszcze podpis prezydenta. [1]


Istotną dla Polski konsekwencją wejścia w życie ustawy S.447 będzie formalne uznanie przez Stany Zjednoczone bezpodstawnych roszczeń organizacji żydowskich do bezspadkowego mienia po ofiarach Szoah.


Wicepremier Gowin wróciwszy z USA oznajmił w programie "Gość Wiadomości" w TVP INFO:


„Usłyszałem [w USA], że jeżeli rozwiążemy ten problem, który ostatnio rzucił się cieniem na stosunki polsko-amerykańskie, mam przede wszystkim na myśli nieporozumienie towarzyszące nowelizacji ustawy o IPN, ten cel, jakim są stałe bazy w Polsce, jest do osiągnięcia w ciągu 2-3 lat.” [2]


Gowin miał oczywiście na myśli nowelizację ustawy o IPN przewidującą karanie za pomówienia o współodpowiedzialności Narodu Polskiego za Holokaust. Z powyższej wypowiedzi wicepremiera wynika, że Amerykanie wiążą rękojmie bezpieczeństwa dla Polski ze sprawami polsko-żydowskimi.


Temat wspomnianej nowelizacji ustawy o IPN podjął również ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Paul W. Jones, który w skierowanym do Polaków wystąpieniu powiedział:


„Stany Zjednoczone wspierały odzyskanie przez Polskę niepodległości i niezależności 100 lat temu i z dumą wspieramy Polskę dziś. (…)


Zgadzamy się, że sformułowania takie jak „polskie obozy zagłady” są niewłaściwe i krzywdzące. Jednak należy je zwalczać sposobami, które chronią podstawowe wartości. Dla Amerykanów podstawową wartością jest ta zapisana w I poprawce do Konstytucji – wolność słowa i wolność mediów. (…)” [3], [4]


Zacytowana wypowiedź ambasadora Jonesa nasuwa pytania: Czy obowiązujące od dawna w Polsce, w Izraelu i w innych krajach ustawy sankcjonujące kary za negowanie lub umniejszanie zbrodni Holokaustu nie naruszają tak ważnej dla Amerykanów wolności słowa? A jeżeli tak, to dlaczego Stany Zjednoczone nie protestowały przeciwko tym ustawom?


Moim zdaniem ów dysonans jaki wywołuje przemówienie ambasadora skrywa w sobie komunikat władz USA: „Polacy! Jeśli chcecie zacieśnienia sojuszu z USA, nie stawiajcie się Żydom.”.
   
Światowa Organizacja ds. Restytucji Mienia Żydowskiego (WJRO) szacuje, że wartość znajdującego się w Polsce bezspadkowego mienia po ofiarach Holokaustu wynosi około 300 mld dolarów – taką kwotę podała w liście skierowanym do polskiego ministerstwa sprawiedliwości. [5]
 
300 mld dolarów stanowi ponad połowę PKB Polski w roku 2017.


Jeżeli dla kogoś ułamek PKB jest wskaźnikiem mało przemawiającym niech weźmie pod uwagę następujące porównanie.
 
W „Sprawozdaniu w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939 -1945” opublikowanym w styczniu 1947 roku przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów podano, że straty materialne jakie poniosła Polska wskutek II Wojny Światowej wynoszą 258,432 mld zł – jest to kwota obliczona według wartości złotego w dniu 1 września 1939 roku. [6]


Uwzględniając że:


- kurs dolara w stosunku do złotego wynosił w 1939 roku około 5,26 zł,
- 1 dolar w roku 1939 odpowiadał siłą nabywczą mniej więcej 17,95 dolara w roku 2018, [7]
- II Wojna Światowa trwała dla Polski 2076 dni (od 01.09.1939 do 08.05.1945), czyli 5,69 roku


łatwo policzyć, że żydowscy szantażyści wspierani przez USA chcą wyciągnąć od nas dla siebie i swoich protektorów tyle, ile Polska traciła materialnie w ciągu bez mała dwóch lat II Wojny Światowej.


Uświadomiwszy sobie ile żąda od Polski Ameryka-Judaika warto wrócić do postawionego na początku pytania precyzując je w sposób następujący:
 
Czy cena 300 mld dolarów za amerykańską gwarancję ochrony jest współmierna do zagrożenia stwarzanego dla Polski przez Rosję i Niemcy oraz do pewności tejże gwarancji?


I jeszcze pytanko ekstra:
 
Według jakiego przelicznika będzie wyceniana przez USA krew polskich żołnierzy w coraz bardziej prawdopodobnej wojnie z Iranem?


Chciałbym usłyszeć odpowiedzi na te pytania od polityków z ugrupowań rządzących i opozycyjnych.


7
Polityka krajowa / Czyja jest Polska?
« dnia: Kwiecień 22, 2018, 01:02:16  »

Czyja jest Polska?


Bez mała 100 lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości warto odpowiedzieć na zadane w tytule pytanie.


Bezpośrednim impulsem do tych przemyśleń była dla mnie opinia jednej z użytkowniczek Oficjalnego Forum Giżycka, która w odpowiedzi na mój tekst „Prezydencie Riwlin, tu jest Kraj Polaków!” stwierdziła:


„Tutaj jest państwo żydowskie, państwo chrześcijańskie, państwo świeckie i nawet islamskie – jeśli ktoś jest dobrym Polakiem to ja mu w metrykę nie zaglądam. Jeśli ktoś urodził się w Polsce i jego rodzina mieszka tu od 300 lat, to czy jest gościem?”


Dla mnie Państwo Polskie jest w takim samym stopniu żydowskie, niemieckie, ukraińskie, tatarskie czy afgańskie, w jakim obozy Auschwitz-Birkenau są obozami polskimi. Uważam, że w Państwie Polskim głos decydujący musi należeć do Polaków.


Szanuję prawa mniejszości narodowych i etnicznych zamieszkujących w Polsce do podtrzymywania ich kultury, obyczajów, tradycji, jeżeli nie krzywdzą one innych osób i nie stoją w jaskrawej sprzeczności z wartościami, którymi kieruje się większość Polaków.


Uznaję prawo mniejszości narodowych i etnicznych do posługiwania się ich językami w relacjach społecznych w obrębie danej mniejszości, w działalności kulturalnej i twórczej. Dzieci i młodzież z mniejszości narodowych i etnicznych powinny mieć w szkołach możliwość nauki języka grupy, do której przynależą. Jednak nie dopuszczam możliwości by jakiś inny język poza polskim był językiem urzędowym w moim Państwie.


Nie wymagam od członków mniejszości narodowych i etnicznych, by czuli się Polakami, nawet jeżeli posiadają polskie obywatelstwo. Jednak żądam lojalności i szacunku wobec Państwa Polskiego. Nie godzę się na jakiekolwiek żądania autonomii lub secesji. Nie ma mojej zgody na to by należący do mniejszości narodowych i etnicznych pełnili rolę piątej kolumny obcych państw. Nie godzę się także na supremację w Polsce którejkolwiek mniejszości narodowej lub etnicznej, na jej nadreprezentację w istotnych dziedzinach życia społeczno-ekonomicznego. Nie ma także mojego przyzwolenia na politykę, która może zachwiać demograficzną przewagą Polaków w Polsce.


Za gospodarzy Polski uważam wyłącznie obywateli utożsamiających się z Narodem Polskim, z polską tradycją i kulturą. Obywateli polskich nie czujących się Polakami uznaję w Polsce za rezydentów, niezależnie od tego jak długo oni sami lub ich rodziny zamieszkują na terenie Rzeczypospolitej. Głosowanie przez Polaków na rezydentów w wyborach do władz samorządowych czy centralnych jest według mnie przejawem nieroztropności.


My Polacy powinniśmy zapraszać do polskości, ale nienachalnie – tak by z naszej gościnności skorzystali wyłącznie ci, którzy autentycznie mają taką potrzebę serca. Wyrażam ten sąd jako potomek osoby, która takie zaproszenie przyjęła. Ja nie jestem kimś znaczącym, ale podobną kartę w biografii lub historii rodzinnej mają tak wybitni Polacy jak Józef Unrug, Rudolf Weigl czy Marian Hemar.


Taka jest moja odpowiedź na tytułowe pytanie, którą można skrócić do jednego zdania: Polska należy do Polaków.


A Ty Rodaku lub Rezydencie jak uważasz?
 


8
Polityka krajowa / Odp: W Polin hula nazi-demon
« dnia: Kwiecień 13, 2018, 01:45:37  »

Prezydencie Riwlin, tu jest Kraj Polaków!

12 kwietnia 2018 roku Prezydent Izraela Re’uwen Riwlin podczas wspólnego wystąpienia z Prezydentem RP Andrzejem Dudą powiedział:

„Dziękuję, że zgodził się pan, panie prezydencie, razem z nami uczestniczyć w tym Marszu Żywych; Marszu Żywych, którym chcę powiedzieć do tych wszystkich, którzy zginęli, do Żydów: zobaczcie, państwo żydowskie jest tutaj, dba o was, wszyscy jesteśmy z wami.” [1]

W związku z tym muszę stanowczo zaprotestować.

Panie Prezydencie Riwlin, szanując Pana i Żydów oraz bolejąc nad tragedią Holokaustu, oświadczam Panu, że tutaj nie ma i – daj Boże – nie będzie Państwa Żydowskiego. Między Odrą, Bugiem, Bałtykiem a Tatrami jest Państwo Polaków. Państwo Żydowskie znajduje się nad Morzem Śródziemnym i Morzem Czerwonym.

Polacy szanują gości – czasami aż za bardzo. Jednak gospodarz ma prawo wyrzucić gościa, który wyciąga rękę po jego własność.

Panie Prezydencie Rywlin, proszę nie stawiać nas w trudnej sytuacji. To mimo wszystko przykre, kiedy trzeba bezczelnego gościa chwycić za kołnierz i wyprowadzić za drzwi.


9
Polityka krajowa / Odp: W Polin hula nazi-demon
« dnia: Marzec 10, 2018, 16:02:24  »

Czy podać pióro Pani Ambasador?


W pięćdziesiątą rocznicę Marca ‘68 Pani Ambasador Izraela parodiując język polski wydukała przemówienie, które może spowodować nieoczekiwane dla niej konsekwencje.


Pani Ambasador Anna Azari była uprzejma powiedzieć:


„Przez ostatnie półtora miesiąca (czyli – jak przypuszczam – od sławetnej oracji Pani Ambasador w Auschwitz) już wiem jak łatwo w Polsce obudzić i przywołać wszystkie demony antysemickie, nawet kiedy w kraju prawie nie ma Żydów.”. [1]


Antysemityzm – zwłaszcza dla części Żydów – jest pojęciem bardzo pojemnym. Za antysemityzm może być przez nich uznana uargumentowana krytyka pewnych poczynań żydowskich. Niewątpliwym zaś przejawem antysemityzmu są postulaty zagłady Żydów. Kiedy więc Pani Ambasador Azari mówi o „wszystkich demonach antysemickich”, to można domniemywać iż dysponuje wiarygodnymi wiadomościami, że na przykład Polacy zmawiają się aby siekierami i orczykami wymordować polskich Żydów albo, że nasza mocarna armia otrzyma wkrótce rozkaz by najechać na Państwo Izrael.


Jednak Pani Ambasador nie podała żadnych konkretnych przykładów zbrodni, ani innych lżejszych gatunkowo postępków, do których popychają nas owe antysemickie demony.


Ta lakoniczność rodzi dość nieprzyjemne skutki dla Pani Ambasador.


Z tablicy na stronie 365 „Małego Rocznika Statystycznego 1939” wynika, że spośród Żydów stanowiących około 10 procent ówczesnego społeczeństwa polskiego rekrutowało się:


- aż 48 procent skazanych za przekupstwo urzędnika,
- aż 17 procent skazanych za sprzedajność urzędniczą,
- aż 31 procent skazanych za stręczycielstwo i sutenerstwo.


Powyższe dane dotyczą skazanych w roku 1937. [2]


Z lektury hasła „Biuro Polityczne KC PZPR” oraz innych haseł w Wikipedii można się dowiedzieć, że w Biurze Politycznym PPR w okresie grudzień 1945 – grudzień 1948 było 37,5 procenta osób pochodzenia żydowskiego, podczas gdy Żydzi stanowili wtedy około 1 procent ludności Polski. [3]


Po co przywołuję te liczby? Po to aby wykazać, że jeżeli Pani Ambasador nie przedstawiając żadnych dowodów zarzuca dzisiaj Polakom opętanie przez wszystkie (a więc także i te najgorsze) demony antysemityzmu, to tym bardziej opierając się na przytoczonych przeze mnie twardych danych powinna podpisać się pod następującym oświadczeniem:


„Po przestudiowaniu statystyk wiem jak łatwo nakłonić Żydów do przekupstwa, łapówkarstwa, sutenerstwa i służenia politycznej tyranii.”


To jak Pani Ambasador? Podać Pani pióro?
 


10
Polityka krajowa / W Polin hula nazi-demon
« dnia: Luty 11, 2018, 10:01:23  »

W Polin hula nazi-demon


Od wielu lat demon nazizmu i nierozerwalnie związanego z nim antysemityzmu włada Polską czyniąc ją niebezpieczną dla siebie i innych. Oto kilka oczywistych oznak tego opętania.


Marszałkowie sejmu i ministrowie spraw zagranicznych


11.02.2018 r. mija 9575 dzień od inauguracyjnego posiedzenia pierwszego w pełni demokratycznie wybranego sejmu w III Rzeczypospolitej.  Przez przeszło 12 procent tego czasu funkcję marszałka sejmu, czyli drugiej osoby w państwie, pełnili obywatele polscy pochodzenia żydowskiego.


11.02.2018 r. mija także 9547 dzień od chwili kiedy po raz pierwszy wotum zaufania rządowi III Rzeczypospolitej udzielił sejm wyłoniony podczas w pełni wolnych wyborów. Przez przeszło 15 procent tego czasu kluczowe stanowisko ministra spraw zagranicznych zajmowali politycy o korzeniach żydowskich.


Osób pochodzenia żydowskiego jest w Polsce nie więcej niż ułamek procenta. Wobec tego, jeżeli bierze się pod uwagę czas pełnienia funkcji marszałka sejmu i ministra spraw zagranicznych, to dostrzega się znaczną nadreprezentację Polaków o żydowskich korzeniach piastujących wspomniane stanowiska.


Powyższe przykłady świadczą o tym, że słowiańska większość w Polsce, nieskora do trudnej i odpowiedzialnej pracy, nakłada na barki swych żydowskich współobywateli (nota bene marnie ich za to wynagradzając) ciężkie i niewdzięczne zadania prowadzenia ważnych spraw państwowych. Taką sytuację trzeba uznać za wyzysk o podłożu antysemicko-nazistowskim.


Czym zajmują się potomkowie lechickich kmieciów, kiedy ich semickie ofiary dbają w pocie czoła o interesy Polskiego Państwa? Odziani w esesmańskie mundury opychają się tortami dekorowanymi swastykami z wafelków. Biesiadom towarzyszą co jakiś czas dziarskie hajlowania, gdy przypomni im się jak cwanie zwalają uciążliwą robotę na tych poczciwych Żydków.


Cmentarz Żydowski w Warszawie


Na mocy ustawy przyjętej przez parlament i podpisanej przez prezydenta RP 100 mln zł zostanie przekazanych na porządkowanie i konserwację Cmentarza Żydowskiego przy ul. Okopowej w Warszawie. Ci z polskich antysemitów, którzy są krótkowzroczni i niezorientowani zapewne burzą się. Być może utyskują, że to znacznie większa kwota niż budżet trzydziestokilkutysięcznej Ostródy. Albo, że można by z tych pieniędzy wypłacać „Pięćset plus” przeszło dziewięciuset dzieciom – od urodzenia do osiemnastego roku życia.


Tymczasem autorzy tej intrygi wykazali się przebiegłością godną Reinharda Heydricha lub Waltera Schellenberga. By się o tym przekonać, przeanalizujmy dane.


Z dostępnych w Internecie informacji wynika, że średni koszt odnowienia zabytkowego nagrobka to kilkanaście tys. zł. Przyjmijmy, że jest to kwota 12,5 tys. zł. Z tego wynika, że za 100 mln dotacji można wyremontować mnie więcej 8 tys. grobów. Na cmentarzu przy Okopowej pochowano około 200 tys. osób. Łatwo policzyć, że przyznane wsparcie pozwoli na restaurację około 4 procent grobów na wspomnianej nekropolii. Tak, zaledwie 4 procent!


Być może jakiś tępy naziol pomyśli, że Państwo Polskie dało tyle ile mogło, że to wystarczy na odnowienie nagrobków osób najbardziej zasłużonych i tych pomników, które przedstawiają największą wartość artystyczną.


Można by się z tym zgodzić, gdyby chodziło o jakiś zwykły polski cmentarz. Lecz nekropolia przy Okopowej to perła sztuki funeralnej, gdzie w ogromnej liczbie spoczywa cymes polsko-żydowskiej społeczności. Przed jakimi dramatycznymi wyborami staną opiekunowie tego cmentarza. Czy odrestaurować grób poważanego rabina, a pozostawić nietknięte miejsce spoczynku wybitnego profesora? Czy przywrócić dawny wygląd macewie zasłużonego syjonisty, pozwalając dalej niszczeć pomnikowi nieustraszonego bojownika o sprawiedliwość społeczną? Czy zatroszczyć się o sarkofag wirtuoza finansów, dopuszczając by ząb czasu bezlitośnie gryzł płytę na mogile gettowego policjanta, który najlepiej jak mógł starał się pilnować porządku w Żydowskiej Dzielnicy Zamkniętej?


Chyba dla każdego, kto zdaje sobie sprawę z wyżej przedstawionych okoliczności jest jasne, że przyznanie tak niskich środków na cmentarz przy Okopowej miało na celu doprowadzenie do swarów i podziałów w polskim środowisku żydowskim. Ileż perfidii, ile jadu było w tej decyzji. Oczyma wyobraźni widzę jak jej autorzy przy dźwiękach „Horst-Wessel-Lied” wychylają za powodzenie powziętego planu kolejne kufle pienistego piwa, śmiejąc się przy tym złowrogo.


Jedwabne i rekompensaty


W 2001 roku ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński, przychyliwszy się do prośby rabina Michaela Schudricha, wstrzymał ekshumacje szczątków ofiar pogromu w Jedwabnem.


Zapewne jednak nie poszanowaniem uczuć religijnych i empatią wobec Żydów kierował się Lech Kaczyński, kiedy podejmował tę decyzję. Przypuszczalnie polityczne środowisko przyszłego prezydenta Polski zamierzało wykorzystać ten gest jako atut w dyskusji o rekompensatach za mienie po ofiarach Holokaustu. Chcieli przy stole negocjacyjnym powiedzieć organizacjom żydowskim: „Patrzcie wykazaliśmy się w tej sprawie zrozumieniem. Wy także nas zrozumcie i ograniczcie swoje żądania.”.


Oczywiście koronnym argumentem używanym w tej dyskusji przez polską prawicową ekstremę jest stwierdzenie, że Naród Polski i Państwo Polskie nie brali udziału w Holokauście, że tylko nieliczni zdemoralizowani Polacy mordowali i okradali Żydów.


Tymczasem prawda o rozmiarach uczestnictwa Narodu Polskiego w zagładzie Żydów ma znaczenie drugorzędne, jeżeli rozpatruje się tę kwestię w kategoriach utylitaryzmu. Ugruntowanie przekonania, że Polacy w okresie II Wojny Światowej masowo dopuszczali się zbrodni na swoich żydowskich sąsiadach, leży nie tylko w interesie Żydów ale także Polaków. Bowiem takie przeświadczenie buduje w Polsce barierę ochronną zmniejszającą prawdopodobieństwo przyszłych ekscesów antysemickich, tworzy również odpowiednią atmosferę do akceptacji przez Polaków żydowskich roszczeń materialnych.


A to co jest dobre dla Żydów jest dobre dla całego świata, a więc również dla Polaków. Żydzi są tą gałęzią drzewa ludzkości, która rodzi najdorodniejsze, najpożywniejsze, najsłodsze owoce. Z szeroko rozumianej społeczności żydowskiej, która stanowi dzisiaj mniej niż 0,3 procenta światowej populacji wywodzi się prawie 37 procent noblistów z dziedziny ekonomii, przeszło 25 procent z dziedziny medycyny, przeszło 26 procent z fizyki i prawie 20 procent z chemii. Więc warto Polaku byś inwestował w Żydów, bo być może wyleczy cię z choroby lekarstwo odkryte przez żydowskiego naukowca albo żydowski finansista udzieli ci chwilówki, gdy znajdziesz się w materialnych kłopotach.


Z informacji medialnych wynika, że żydowskie roszczenia do rekompensat za mienie po ofiarach Holokaustu są dość umiarkowane. Podobno nowojorska Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego określiła ich wysokość na bilion (tysiąc miliardów) złotych. To niecałe 54 procent polskiego PKB z 2016 roku. Taki ciężar Polska z pewnością jest w stanie udźwignąć. Ile osób ma zobowiązania stanowiące przeszło połowę ich rocznych przychodów brutto, albo wyższe, i regularnie, bez opóźnień, spłacają swoje obciążenia? Ze stroną żydowską na pewno idzie się porozumieć w kwestii wysokości rat i czasu spłaty. Z pewnością będzie również otwarta na propozycję uzyskania udziałów w majątku należącym obecnie do Państwa lub samorządów terytorialnych. 


Apel


Apeluję do społeczności międzynarodowej o wsparcie dramatycznie topniejącej w Polsce mniejszości, jaką są światli obywatele otwarci na żydowskie postulaty. Prośbę o pomoc kieruję w szczególności do Państwa Izrael oraz diaspory żydowskiej w Stanach Zjednoczonych.


Trzeba wypędzić z Polski brunatnego demona. Posłuszni woli mądrzejszych od nas protektorów budujmy nowoczesną, tolerancyjną Polin.


Ponadto dziękuję Jej Ekscelencji Ambasador Izraela Annie Azari za piękne, bezkompromisowe słowa w Auschwitz.


PS (bez ironii)


Składam wyrazy szacunku lojalnym wobec Państwa Polskiego Żydom zamieszkałym w Polsce oraz Polakom – patriotom pochodzenia żydowskiego.   


11

Pieniądze z Unii Europejskiej, czyli krawatka od babci Marylki


Mnożą się konflikty pomiędzy Polską a Unią Europejską. Co będzie jeżeli Bruksela, chcąc zmiękczyć Polskę, obetnie przyznawane jej środki finansowe? Jak sobie radzić bez unijnych pieniędzy?


„Wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne” – tymi słowami ówczesny prezydent Francji Francois Hollande miał przywoływać do porządku premier Beatę Szydło, kiedy ta nie zgodziła się na podpisanie wniosków ze szczytu UE, na którym przy sprzeciwie Polski zdecydowano o dalszym pełnieniu funkcji przewodniczącego rady europejskiej przez Donalda Tuska. [1]


Z tej wypowiedzi Hollande’a można wnioskować, iż uznaje on Polskę w Unii Europejskiej nie za partnera, ale za klienta Francji i Niemiec i oczekuje – jak to od klienta – że w zamian za wypłacane Polsce pieniądze będzie ona posłuszna woli swoich protektorów.


Emmanuel Macron – aktualny następca Hollande’a na stanowisku prezydenta V Republiki – zdaje się kontynuować wobec naszego kraju kurs polityczny swojego poprzednika. „Polska nie definiuje dzisiaj przyszłości Europy i nie będzie definiować Europy jutra” – oświadczył Macron w Warnie w odpowiedzi na brak zgody rządu Rzeczypospolitej na zmiany w dyrektywie dotyczącej pracowników delegowanych. [2]


W podobnym duchu wypowiadają się politycy niemieccy. Kandydat Socjaldemokratów na stanowisko kanclerza Niemiec, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz podczas przedwyborczej debaty z Angelą Merkel stwierdził: „Finansujemy rolnictwo, finansujemy budowę dróg w Rumunii i Bułgarii, finansujemy regionalny rozwój w Polsce, a te kraje mówią nam: wasza migracja, wasza polityka wobec uchodźców nic nas nie obchodzi. Tak dłużej być nie może”. [3]


Również niemiecki europarlamentarzysta chadek Elmar Brok postuluje zmniejszenie Polsce środków z funduszy strukturalnych, jeżeli nasze władze nie zgodzą się na przyjęcie imigrantów. [4]


Jednak pierwszorzędne znaczenie ma stanowisko głównej sterniczki Unii Europejskiej. W wywiadzie udzielonym dziennikowi „Frankfurter Allgemeine Zeitung” kanclerz Angela Merkel oznajmiła: „Jeżeli w kwestii migracji nie będzie solidarności, to nie będzie jej też w innych dziedzinach. Miałoby to bolesne skutki dla spójności Europy”. Jeżeli bierze się pod uwagę, że duża część europejskich dotacji dla Polski pochodzi właśnie z tzw. funduszu spójności, to dostrzega się w słowach Merkel ostrzeżenie: albo Polska będzie przyjmowała kontyngenty imigrantów, albo koniec z unijnymi pieniędzmi dla Polski. [5]
 
Nie ma co obrażać się na rzeczywistość. Trzeba obserwować, wyciągać wnioski i na tej podstawie podejmować działania. Dlatego warto zastanowić się, czy otrzymywane z Unii subsydia są współmierne do ograniczających suwerenność żądań jakie stawiają Polsce europejscy potentaci. Teraz Bruksela wywiera na nas presję w takich sprawach jak przyjmowanie tak zwanych uchodźców, ustrój sądownictwa i prokuratury, ochrona przyrody czy wysokość wieku emerytalnego. Co będzie dalej? Faktyczne gremia decyzyjne Unii poważnie biorą pod uwagę koncepcję przekształcenia Europy ze związku państw (czyli konfederacji) w państwo związkowe (czyli federację). Gdyby doszło do realizacji tego programu i Polska zgłosiłaby do niego swój akces, wówczas zakres unijnych żądań wobec naszego kraju zapewne by się zwiększył. Co więcej, nie można wykluczyć, że brukselska władza mogłaby wtedy stwierdzać nieważność aktów prawnych ustanowionych przez lokalne władze polskiej prowincji (na przykład ustaw polskiego parlamentu), tak jak właściwy miejscowo wojewoda może uznawać za nieważne uchwały i rozporządzenia organów samorządu terytorialnego. System prawny UE jest bardzo zagmatwany, ale spór z Polską o sądownictwo uwidacznia, że obecnie władze Unii raczej nie mogą stwierdzić nieważności lub uchylić praw ustanowionych przez państwo członkowskie. Praktycznie mogą wzywać państwo do zmian przepisów, które uznają za niezgodne z prawodawstwem Unii; a jeżeli państwo nie zastosuje się do wezwań, mogą nałożyć na nie sankcje, na przykład finansowe.


Na ile wyceniają europejscy protektorzy polskie posłuszeństwo? W 2016 roku Polska otrzymała z Unii Europejskiej około 23,9 mld zł. Jest to kwota netto, czyli po odliczeniu składki członkowskiej i zwrotów. Wydatki polskiego sektora finansów publicznych wynosiły w 2016 roku niemal 748 mld zł. Wobec tego wsparcie z Unii stanowiło około 3,2 procenta kwoty, którą pochłonęła w tamtym czasie realizacja zadań publicznych z takich dziedzin jak: ochrona zdrowia, oświata, bezpieczeństwo publiczne, obronność, ubezpieczenia społeczne czy rozwój infrastruktury. [6], [7]
 
W reklamach dużego banku działającego w Polsce dzieci pytają się rodziców, czemu wujcio Pawcio jest taki uległy wobec babci Marylki i dlaczego mama lub tata (zależnie od reklamy) zachowują się inaczej. Rodzice tłumaczą dzieciom, iż to dlatego, że babcia opłaciła coś wujciowi (np. wakacje) i że oni nie muszą nadskakiwać babci, bo radzą sobie bez jej pieniędzy. Alternatywą jaką wybrali jest oszczędzanie na koncie we wspomnianym banku.


Z kontekstu reklam wynika, że finansowe wsparcie od babci Marylki nie jest dla wujcia Pawcia głównym źródłem dochodów i że gdyby tylko chciał, to – podobnie jak rodzice pytających dzieci – mógłby się uniezależnić od apodyktycznej babci.


Biorąc pod uwagę przedstawione wcześniej liczby, relacje między Polską a Unią Europejską można przedstawić przy pomocy następującej metafory utrzymanej w konwencji reklam z wujciem Pawciem. Oto wujcio Pawcio (czyli Polska) potrzebuje eleganckiego męskiego ubrania: garnituru, koszuli, butów, paska itd. Babcia Marylka (czyli Unia) płaci wujciowi za krawat, lecz wymagania ma wobec Pawcia takie, jakby mu zafundowała co najmniej garnitur i buty. Europejska „babcia Marylka” próbuje nas za tę sprezentowaną krawatkę trzymać i zaciska ją nam na szyi, gdy zaczynamy brykać.


Bez krawata można się obejść w wielu sytuacjach, ale dobrze go mieć – jednak niekoniecznie od babci Marylki. Podobnie ma się rzecz z pieniędzmi, które dostajemy z Unii Europejskiej. Co wobec tego uczynić, aby zdobyć podobną albo większą sumę nie popadając w zależność od apodyktycznej Unii? Być może powinno się skorzystać ze wskazówki zawartej we wspomnianych reklamach i zacząć oszczędzać. W szczególności warto wziąć pod uwagę jeden ze sposobów oszczędzania, jakim jest zapobieganie kradzieży, gdyż niepłacenie należnych podatków to kradzież publicznych pieniędzy. Wśród celów wymienionych w expose gabinetu Beaty Szydło znalazło się uszczelnienie systemu podatkowego. Jak rząd PiS-u i koalicjantów wywiązuje się z tego zadania? [8]


W okresie styczeń – lipiec 2017, a więc w ciągu 7 miesięcy, wpłynęło do budżetu państwa z podatków pośrednich, w tym z VAT-u, 133,8 mld zł. Jeżeli takie tempo utrzyma się do końca roku, to z podatków pośrednich uzyska się wówczas 229,4 mld zł, czyli o 35,7 mld zł więcej niż w 2016 roku. Te 35,7 mld zł to niemal półtora raza więcej niż podana wcześniej kwota netto, jaką Polska otrzymała z Unii w 2016 roku. [9], [10]


Przyczyną obserwowanego ostatnio wzrostu dochodów państwa z podatków pośrednich, oprócz poprawy ściągalności danin, może być ożywienie gospodarki. Oczywiście taka sytuacja jest również korzystna, gdyż pozwala na pozyskanie dodatkowych pieniędzy do publicznej kiesy bez podnoszenia stawek procentowych podatków.


Tak czy inaczej – zgodnie z przysłowiem – kto umie liczyć, winien liczyć na siebie. Wiara, że płatnicy netto do budżetu Unii Europejskiej pozwolą Polsce za przekazywane przez nich środki budować gospodarkę konkurencyjną dla ich gospodarek jest przejawem politycznej naiwności. Naiwni zwykle dostają w kość. Więc może lepiej kupować krawaty za własne pieniądze?
   
 


12
KODer Mateusz

onet.pl

Wypisując faktury dał podstawy sądom,
Że zamiast marynarki winien przywdziać kondom.

13
Polityka krajowa / Odp: Nowoczesna - Niewiarygodna
« dnia: Styczeń 03, 2017, 00:07:34  »
”Wirtualna Polska”

Rysiek na Maderze – Aśka na ogierze

Od sześciu króli Ryszard na wyspie Madera
Joannę krasawicę sadza na ogiera.
Warując w Sejmu sali
Tyranów miał obalić,
Lecz później to uczyni – bo brykać chce teraz.

14
Polityka krajowa / Nowoczesna - Niewiarygodna
« dnia: Październik 30, 2016, 22:32:04  »
Nowoczesna - Niewiarygodna

Partia - a wcześniej stowarzyszenie - "Nowoczesna" próbuje prezentować się jako ugrupowanie profesjonalistów, osób wiarygodnych i otwartych na dialog ze społeczeństwem. Jednakże działania aktywistów "Nowoczesnej" stoją niejednokrotnie w sprzeczności z deklarowanymi przez nich wartościami.

"Nowoczesna" była i jest przeciwna programowi "Rodzina 500 plus", gdyż - jak twierdzi - doprowadzi on do ruiny finanse państwa. Pomimo tego przewodniczący Nowoczesnej Ryszard Petru pobiera 500-złotowe wsparcie na swoje drugie dziecko. Uzasadniając swoje postępowanie Petru powiedział:

"Zgłosiłem się po 500 plus, mówiłem, że to zrobię - dla zasady. Wprowadziliśmy poprawkę, która została odrzucona, żeby osoby bardziej zamożne tego nie otrzymywały. (...) Powiedziałem, że będę brał i będę brał. Jeżeli są ulgi w komunikacji miejskiej dla dzieci, to wszyscy dostają, prawda?" [1], [2]

Warto zastanowić się na jaką zasadę powołuje się Ryszard Petru w cytowanej wyżej wypowiedzi. Prawdopodobnie chodzi o dewizę: bierz ile się da, nie oglądając się na nic i na nikogo, jeżeli tylko masz taką możliwość. To jest ta sama norma, jaką część opinii publicznej przypisała nagranej na filmiku zamieszczonym na "YouTube" tak zwanej Chytrej Babie z Radomia, która kilka lat temu podczas miejskiej wigilii publicznej zgarnęła ze stołu trzy flaszki gazowanego napoju. Tyle tylko, że Chytra Baba z Radomia w przeciwieństwie do Pazernego Rycha Menedżera nie pełniła i nie pretendowała do żadnych funkcji publicznych, nie wygłaszała przed szerokim forum moralitetów o potrzebie oszczędzania i nie wyglądała na osobę z warstwy krezusów. Co więcej: Chytra Baba oddała jeden z napojów innej kobiecie. [3]

Z oświadczenia majątkowego Ryszarda Petru można dowiedzieć się, że w 2015 roku zarobił on imponującą kwotę 2 224 031,33 zł brutto, czyli jego przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło wówczas 185 335,94 zł. Łatwo policzyć, że 500-złotowe wsparcie jakie Ryszard Petru pobiera na drugą córkę stanowi około 0,27% jego średniego miesięcznego zarobku. [4]

Na początku września 2016 roku "Nowoczesna" - w tym osobiście Ryszard Petru - poczęła żebrać wśród wyborców o 10-złotowe miesięczne datki na wsparcie działalności partii. "10 zł to w miarę niewielka kwota, równowartość średniej ceny kawy w restauracji" - przekonywał lider "Nowoczesnej" na swoim facebookowym profilu. [5]

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w drugim kwartale 2016 roku wynosiło 4019,08 zł brutto. Zatem 10-złotowa "kawowa" jałmużna po którą wyciąga rękę "Nowoczesna" i Petru odpowiada w przybliżeniu 0,25% średniego miesięcznego zarobku. [6]

Z powyższego wynika, że 500 zł w relacji do wynagrodzenia Ryszarda Petru i 10 zł w relacji do wynagrodzenia osoby zarabiającej tak zwaną średnią krajową, to mniej więcej taki sam procent. Stąd nasuwa się wniosek, iż lider "Nowoczesnej" nie jest gotowy na takie poświęcenie materialne, jakiego oczekuje od innych. Można w związku z tym przypuszczać, że tych którzy zdecydowali się wpłacić pieniądze na konto "Nowoczesnej" Ryszard Petru uważa za frajerów.

Być może, ktoś uzna, że rezygnacja Petru z pobierania pieniędzy z "Rodziny 500 plus" miałaby znaczenie symboliczne, gdyż środki jakie dostaje są kroplą w morzu wydatków ponoszonych z finansów publicznych na ten program. Jednak symbole czynione przez polityków - zwłaszcza tych opozycyjnych - mają znaczenie, są bowiem świadectwem ich charakteru i intencji. Połaszczenie się przez krezusa Petru na 500 zł z programu, który uważa za szkodliwy dla równowagi budżetu państwa, też jest symbolem - symbolem pokazującym chciwość, obłudę i krótkowzroczność przewodniczącego "Nowoczesnej".

Poruszając kwestię symboli trudno nie wspomnieć o znaku rozpoznawczym Ryszarda Petru, jakim są wpadki przytrafiające mu się przy okazji wypowiedzi. Wszyscy popełniają błędy. Jednak paru potknięciom sternika "Nowoczesnej" warto poświęcić nieco uwagi.

"Rozpoczynamy święta. Po świętach jest, przypominam, sześciu króli i kończy się pierwsze półrocze. Kiedy oni chcą to zrobić?" - powiedział pod koniec października 2015 roku Ryszard Petru o planowanej przez PiS likwidacji gimnazjów. [7]

3 maja 2015 Petru napisał na "Facebooku": "Nasza Konstytucja ma już 225 lat. Druga na świecie, pierwsza w Europie. Trzyma się świetnie, choć PiS uparł się by przeszła przymusowy lifting. Wierzę, że mimo przejściowych "niedogodności" będzie nas chronić przez kolejne stulecia. (...)." [8]

W listopadzie 2015 roku, komentując ułaskawienie Mariusza Kamińskiego, szef "Nowoczesnej" stwierdził: "Ewidentnie to jest do sprawdzenia, czy prezydent Duda nie złamał konstytucji. Przypomnę, przed wojną był taki moment, że Piłsudski po 35., zamach majowy, a potem to, co się działo do 39. było swego rodzaju nagięciem... zerwaniem tych szwów". [9]

Kto aspiruje do roli przywódcy danej społeczności, powinien się orientować w jej obyczajach, tradycji i historii. Jak widać z przytoczonych cytatów Ryszard Petru wykazuje istotne braki wiedzy z tych dziedzin.

W twórczości science-fiction występuje motyw humanoidów - istot człowiekopodobnych przysłanych na Ziemię w nieprzyjaznych zamiarach. Taki humanoid z pozoru nie różni się od prawdziwego człowieka. Jednak z czasem coraz bardziej uwidaczniają się jego obcość i szkodliwość poczynań. Numerów jakie wycina Ryszard Petru można by się spodziewać po jakimś wypełniającym w Polsce swoją misję polonoidzie. Warto zadać sobie pytanie: kto i po co mógłby takiego polonoida nasłać.

Wiceprzewodniczącą partii "Nowoczesna" i jej klubu parlamentarnego jest Katarzyna Lubnauer. Posłanka Lubnauer posiada stopień naukowy doktora matematyki. Matematycy to niejednokrotnie ludzie o szerokich uzdolnieniach, potrafiący wykorzystać umiejętność logicznego myślenia i wyobraźnię w obszarach na ogół mało kojarzonych z "królową nauk". Posłanka Lubnauer raczej nie należy do tej kategorii matematyków.

Aktywność Katarzyny Lubnauer napędza piorunująca mieszanka kłamstwa, bezczelności i głupoty. Oto przykład.

6 października 2016 roku Lubnauer udzielała wywiadu w radiu RMF FM. Prowadzący rozmowę Marcin Zaborski zapytał na początku dlaczego "Nowoczesna" odrzuciła w pierwszym czytaniu obywatelski projekt ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. "Może dlatego, że posłowie Nowoczesnej nigdy nie składali tej obietnicy co Prawo i Sprawiedliwość, że każdy projekt obywatelski nie będą kierować do kosza, tylko będą kierować do komisji." - odparła Lubnauer (gramatyka oryginalna, wytłuszczenie moje).

Ta odpowiedź Lubnauer była kłamliwa, gdyż przed wyborami na portalu "Latarnik Wyborczy" "Nowoczesna" zgodziła się z poglądem iż należy zakazać odrzucania w pierwszym czytaniu projektów ustaw zgłoszonych przez obywateli do Sejmu. Podobne stanowisko przedstawiło 11 obecnych posłów "Nowoczesnej" na portalu "Mam prawo wiedzieć". Ponadto w programie "Nowoczesnej" można przeczytać: "Opinie obywateli będą uwzględniane w tworzeniu prawa. (...) Wprowadzimy rozbudowane mechanizmy obywatelskiego uczestnictwa.". Redaktor Zaborski nie omieszkał przypomnieć Lubnauer przytoczonych wyżej oświadczeń "Nowoczesnej". [10], [11]

Tłumaczenie Lubnauer było nie tylko kłamliwe, ale również bezczelne i głupie, bowiem kłamstwo jakiego się dopuściła jest oczywiste i łatwe do udowodnienia.

Widać, że posłanka Lubnauer - podobnie jak inni parlamentarzyści "Nowoczesnej" - w grze o nazwie kariera polityczna weszła na poziom przerastający jej możliwości.

Postacią groteskową - nawet jak na standardy do jakich przyzwyczaja wyborców "Nowoczesna" - jest poseł Krzysztof Mieszkowski. Mieszkowski był latach 2006-2016 dyrektorem Teatru Polskiego we Wrocławiu. Zapewne każdy dyrektor teatru chce wystawiać na swojej scenie dzieła genialne. Mieszkowski poszedł w realizacji tych pragnień o jedną literę dalej. Tą literą jest litera "t", bowiem przedstawienie "Śmierć i dziewczyna" grane na deskach Teatru Polskiego od listopada 2015 roku jest nie tyle genialne co genitalne.

Mieszkowski i reżyserka widowiska Ewelina Marciniak obwieszczali, że przedstawienie będzie zawierało sceny erotyczne z udziałem aktorów porno, nie chcieli jednak ujawnić żadnych szczegółów na ten temat. Normalny aktor i aktor porno tym różnią się od siebie, że ten pierwszy przedstawiając scenę erotyczną udaje że uprawia seks, a aktor porno po prostu kopuluje. Wobec tego podniosły się protesty wywołane podejrzeniami, że w sztuce, którą przygotowuje teatr Mieszkowskiego aktorzy pornograficzni będą spółkowali na oczach publiczności. [12], [13]

Na premierze "Śmierci i dziewczyny" okazało się, że "aktorzy porno wystąpili co prawda w krótkiej scence, ale do penetracji nie doszło", jak skrzętnie odnotował w swojej recenzji Mirosław Kocur. Jeżeli aktorzy pornograficzni odgrywają scenę seksu w przedstawieniu wrocławskiego teatru tak samo jak normalni aktorzy, to po co w takim razie ówczesny dyrektor Mieszkowski ich angażował? Prawdopodobnie był to element kampanii promocyjnej prowadzonej przez obecnego posła "Nowoczesnej". Lecz taka promocja jest nieudolna i tandetna, bo jeżeli przedstawienie "Śmierć i dziewczyna" niesie jakieś głębsze przesłanie, to zostało ono skutecznie przesłonięte genitaliami czeskich aktorów porno. [14]

31 stycznia 2016 roku w programie telewizyjnym "Młodzież kontra" Mieszkowski został poproszony o wyrażenie swojej opinii na temat "artystycznej" instalacji hiszpańskiego performera Abla Azcony polegającej na ułożeniu słowa "pederastia" z 242 konsekrowanych Hostii, które Azcona wyłudzał udając, że chce przyjąć komunię i następnie po kryjomu wynosił z kościołów. Mieszkowski oznajmił: "Nie odbierałbym prawa artyście do takich manifestacji." [15], [16]

Taką opinię przedstawił człowiek, który stroi się w piórka przeciwnika mowy nienawiści. A przecież Mieszkowski wie, że sztuka podobnie jak mowa jest środkiem komunikacji. Czy zbezczeszczenie jednej z największych świętości katolików nie komunikuje nienawiści wobec tej grupy religijnej?

Krzysztof Mieszkowski od wielu lat podaje w swoich oświadczeniach majątkowych, że nie posiada żadnych środków pieniężnych, przy czym jego roczne wynagrodzenie jako dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu wynosiło w 2012 roku ponad 106 tys. zł, a w latach 2013-2015 ponad 121 tys. zł. [17], [18]

Trudno nie zadać pytania, czy człowiek, który zarabia ponad 100 tys. złotych rzeczywiście nie ma żadnych oszczędności. A jeżeli nie ma, to czy jest on na tyle poważny by powierzać mu mandat posła.

"Nowoczesna" opowiadała się przeciwko finansowaniu partii z budżetu państwa. Dlatego może budzić niesmak upór, z jakim to ugrupowanie odwołuje się od decyzji Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) o zmniejszeniu mu państwowych subwencji. Powodem decyzji PKW jest błąd, który popełnili rzekomi eksperci z "Nowoczesnej" przelewając pieniądze z pożyczki na niewłaściwe konto. [19]

"Nowoczesna" odwołała się od decyzji PKW do Sądu Najwyższego, który w orzeczeniu z 22 września 2016 roku skargę partii Ryszarda Petru oddalił. "Nowoczesna" jest znana z admiracji polskiego sądownictwa. Pomimo tego, jej posłowie nie wykluczają zaskarżenia orzeczenia Sądu Najwyższego do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. [20], [21], [22]

Należy zauważyć, że wspominane wcześniej 10-złotowe żebry kawowe "Nowoczesna" rozpoczęła właśnie wtedy, gdy zawisła nad nią groźba przykręcenia kroplówki z państwowym szmalem.

Jakie efekty przynosi proszalna akcja "Nowoczesnej"? W wyborach w 2015 roku głosowało na "Nowoczesną" niecałe 1,16 mln osób. Stąd można wnioskować, że "Nowoczesną" satysfakcjonowałaby sytuacja, kiedy udawałoby się jej wyciągać od wyborców mniej więcej 11,6 mln zł na miesiąc. Tyle bowiem otrzyma się mnożąc 10-złotowe miesięczne wsparcie o które dziaduje Petru et consortes przez liczbę wyborców "Nowoczesnej". [23]

Ryszard Petru zamieścił kawowy apel na swoim facebookowym profilu 6 września 2015 roku. 27 września 2016 roku "Wirtualna Polska" opublikowała informację, że po jego prośbie wpłacono na konto partii około 70 tys. zł. Jeżeli podobne tempo zbiórki utrzymuje się nadal, to "Nowoczesnej" udaje się zebrać od ludzi około 100 tys. zł na miesiąc. W takim wypadku miesięczna wysokość jałmużny przekazywanej "Nowoczesnej" wynosi niecałe 9 groszy w przeliczeniu na jednego wyborcę tej partii. Nie jest to równowartość kawy w restauracji, tylko około 3,6 metra bieżącego szarego papieru toaletowego (według cen "biedronkowych"). [24]

Jeżeli wyborcy "Nowoczesnej", by ją wspierać, rzeczywiście odejmują sobie od czterech liter te klika metrów papieru miesięcznie, to znaczy, że przeceniają "Nowoczesną" i niedoceniają papieru toaletowego. Co bowiem należy uznać za bardziej dotkliwe? Czy brak w krytycznej sytuacji kawałka papieru do podtarcia? Czy brak na scenie politycznej "Nowoczesnej", która - w przeciwieństwie do papieru toaletowego - nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań wyborców?


15
Polityka krajowa / Pięćset plus pod Pałacem Kultury
« dnia: Wrzesień 01, 2016, 02:21:46  »
Pięćset plus pod Pałacem Kultury

Mam mieszane uczucia wobec programu "Rodzina 500 plus". Z jednej strony uważam, że należy wspierać wielodzietność ze względu na katastrofę demograficzną, jaka dotyka Polskę. Z drugiej strony zastanawiam się czy polskie finanse publiczne są w stanie udźwignąć koszty tego przedsięwzięcia.

W ogłoszonym niedawno wstępnym projekcie budżetu państwa na 2017 rok na realizację programu "Rodzina 500 plus" przewidziane są wydatki w wysokości 22,5 mld złotych. Jednocześnie twórcy omawianego projektu budżetu zaplanowali na 2017 rok najwyższy w czasach III Rzeczypospolitej deficyt, który ma wynosić 59,3 mld zł. Zatem wydatki na program "Rodzina 500 plus" w 2017 roku mają być w przybliżeniu równe 38% owego rekordowego deficytu budżetowego. [1]

Moje obawy zdaje się potwierdzać wicepremier Mateusz Morawiecki, który w lipcu 2016 roku na spotkaniu z członkami i sympatykami PiS w Bydgoszczy powiedział:

"...przypominam, że 500 plus jest na kredyt. Zadłużyliśmy się o dodatkowe 20 mld zł, bo chcemy promować dzietność. Jesteśmy we własnym gronie i nie musimy mówić sobie tylko pięknych słów. (...) W dłuższej perspektywie to nam nie zbuduje PKB. Państwu bardziej niż konsumpcja potrzebne są inwestycje i oszczędności.". [2]

Przyjrzyjmy się teraz innej sprawie nabierającej obecnie rozgłosu. Chodzi o oddanie tak zwanym kupcom roszczeń działki znajdującej się niedaleko warszawskiego Pałacu Kultury, mimo że wcześniej najprawdopodobniej zostało za nią przyznane odszkodowanie. Zwrotu działki dokonali w 2012 roku urzędnicy stołecznego ratusza działający na podstawie pełnomocnictwa prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz będącej prominentnym członkiem Platformy Obywatelskiej. Wartość oddanej działki jest wyceniana na około 160 mln zł. [3]

Jak się ma problem z warszawską działką do sztandarowego pomysłu prorodzinnego PiS-u? Szacuje się, że w Warszawie jest około 123 tys. dzieci uprawnionych do otrzymywania comiesięcznego 500-złotowego świadczenia. Wobec tego pieniądze jakie możnaby uzyskać ze sprzedaży wzmiankowanej działki wystarczyłyby na z górą dwumiesięczne wypłaty dla najmłodszych mieszkańców Stolicy kwalifikujących się do uzyskania wsparcia w ramach programu "Rodzina 500 plus". A są podstawy by przypuszczać, że takich nienależnych zwrotów nieruchomości było w Warszawie i innych gminach znacznie więcej. [4]
 
Jak wcześniej nadmieniłem program "Rodzina 500 plus" nie jest finansowany z dochodów własnych gminy - a więc na przykład ze sprzedaży nieruchomości - tylko z dotacji otrzymywanych przez samorządy z budżetu państwa. Ustawiczne finansowanie tego programu pieniędzmi pochodzącymi z wyprzedaży majątku gmin byłoby dla nich fatalne. Wszelako mniej by mnie irytowała sprzedaż jakiejś działki przez gminę aby uzyskanymi pieniędzmi wesprzeć wielodzietne rodziny niż oddanie tej samej działki za friko w łapy cwaniaków wywodzących się z szeregów rodzimych oligarchów i zagranicznych geszefciarzy.

Warto pamiętać, że ilekroć pojawia się sprawa rzeczonego friko, tylekroć trzeba zadać pytanie, czy jednak ktoś z gminy na tym friko nie skorzystał. To pytanie jest zasadne choćby dlatego, że od wielu lat mamy w kraju platformę, którą obsiedli obywatele łakomi na dowody wdzięczności w postaci luksusowych zegarków i reklamówek ze szmalem. Jakiś czas temu filary, na których wspiera się ta platforma, zostały osłabione i zrobiła się ona chwiejna. Na skutek tego część indywiduów, do tej pory wygodnie rozpartych na platformie, poczyna z niej spadać. Są też tacy, którzy uciekają ze strachu. Inni zaś próbują się na niej utrzymać spychając swoich kompanów.

Czy zbierzemy w sobie tyle siły i chęci by opisaną tu platformę definitywnie obalić? A jeżeli tak, to co powstanie na jej gruzach? Nie wiem. Tak samo jak nie wiem co będzie za kilka lat z programem "Rodzina 500 plus".

Strony: [1] 2 3 ... 6