• Strona główna
  • Szukaj
    •  
  • Zaloguj się
    • Nazwa użytkownika: Hasło:
      Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Autor Wątek: Cena sojuszu z USA  (Przeczytany 459 razy)

Offline Benon

  • Gadatliwy
  • ****
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
Cena sojuszu z USA
« dnia: Maj 05, 2018, 01:55:11 »

Cena sojuszu z USA


Stany Zjednoczone popierają roszczenia organizacji żydowskich do mienia bezspadkowego po ofiarach Holokaustu. Czy w związku z tym zacieśnianie sojuszu polsko-amerykańskiego jest dla Polski opłacalne?


Sojusz należy zawiązywać wtedy, kiedy można się spodziewać, że korzyści z niego wynikające będą przewyższały straty, jakie może przynieść.


Dla Polski celem sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi jest powstrzymywanie skierowanego przeciwko niej ekspansjonizmu rosyjskiego i niemieckiego, a w szczególności obu tych ekspansjonizmów sprzymierzonych ze sobą.


Jeżeli zaś chodzi o Stany Zjednoczone, to wiele wskazuje na to, iż chcą aby fundamentalnym składnikiem ceny za ochronę Polski było przekazanie organizacjom żydowskim majątku lub równowartości majątku po ofiarach Holokaustu, które zmarły nie pozostawiwszy spadkobierców.


24 kwietnia 2018 roku Kongres USA przyjął przez aklamację ustawę S.447 (tzw. JUST Act) zobowiązującą Sekretariat Stanu do złożenia w ciągu 18 miesięcy sprawozdania oceniającego między innymi postępy w przejmowaniu pożydowskiego mienia bezspadkowego przez organizacje „przemysłu Holokaustu”. Aby ów akt prawny stał się obowiązujący potrzebny jest jeszcze podpis prezydenta. [1]


Istotną dla Polski konsekwencją wejścia w życie ustawy S.447 będzie formalne uznanie przez Stany Zjednoczone bezpodstawnych roszczeń organizacji żydowskich do bezspadkowego mienia po ofiarach Szoah.


Wicepremier Gowin wróciwszy z USA oznajmił w programie "Gość Wiadomości" w TVP INFO:


„Usłyszałem [w USA], że jeżeli rozwiążemy ten problem, który ostatnio rzucił się cieniem na stosunki polsko-amerykańskie, mam przede wszystkim na myśli nieporozumienie towarzyszące nowelizacji ustawy o IPN, ten cel, jakim są stałe bazy w Polsce, jest do osiągnięcia w ciągu 2-3 lat.” [2]


Gowin miał oczywiście na myśli nowelizację ustawy o IPN przewidującą karanie za pomówienia o współodpowiedzialności Narodu Polskiego za Holokaust. Z powyższej wypowiedzi wicepremiera wynika, że Amerykanie wiążą rękojmie bezpieczeństwa dla Polski ze sprawami polsko-żydowskimi.


Temat wspomnianej nowelizacji ustawy o IPN podjął również ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Paul W. Jones, który w skierowanym do Polaków wystąpieniu powiedział:


„Stany Zjednoczone wspierały odzyskanie przez Polskę niepodległości i niezależności 100 lat temu i z dumą wspieramy Polskę dziś. (…)


Zgadzamy się, że sformułowania takie jak „polskie obozy zagłady” są niewłaściwe i krzywdzące. Jednak należy je zwalczać sposobami, które chronią podstawowe wartości. Dla Amerykanów podstawową wartością jest ta zapisana w I poprawce do Konstytucji – wolność słowa i wolność mediów. (…)” [3], [4]


Zacytowana wypowiedź ambasadora Jonesa nasuwa pytania: Czy obowiązujące od dawna w Polsce, w Izraelu i w innych krajach ustawy sankcjonujące kary za negowanie lub umniejszanie zbrodni Holokaustu nie naruszają tak ważnej dla Amerykanów wolności słowa? A jeżeli tak, to dlaczego Stany Zjednoczone nie protestowały przeciwko tym ustawom?


Moim zdaniem ów dysonans jaki wywołuje przemówienie ambasadora skrywa w sobie komunikat władz USA: „Polacy! Jeśli chcecie zacieśnienia sojuszu z USA, nie stawiajcie się Żydom.”.
   
Światowa Organizacja ds. Restytucji Mienia Żydowskiego (WJRO) szacuje, że wartość znajdującego się w Polsce bezspadkowego mienia po ofiarach Holokaustu wynosi około 300 mld dolarów – taką kwotę podała w liście skierowanym do polskiego ministerstwa sprawiedliwości. [5]
 
300 mld dolarów stanowi ponad połowę PKB Polski w roku 2017.


Jeżeli dla kogoś ułamek PKB jest wskaźnikiem mało przemawiającym niech weźmie pod uwagę następujące porównanie.
 
W „Sprawozdaniu w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939 -1945” opublikowanym w styczniu 1947 roku przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów podano, że straty materialne jakie poniosła Polska wskutek II Wojny Światowej wynoszą 258,432 mld zł – jest to kwota obliczona według wartości złotego w dniu 1 września 1939 roku. [6]


Uwzględniając że:


- kurs dolara w stosunku do złotego wynosił w 1939 roku około 5,26 zł,
- 1 dolar w roku 1939 odpowiadał siłą nabywczą mniej więcej 17,95 dolara w roku 2018, [7]
- II Wojna Światowa trwała dla Polski 2076 dni (od 01.09.1939 do 08.05.1945), czyli 5,69 roku


łatwo policzyć, że żydowscy szantażyści wspierani przez USA chcą wyciągnąć od nas dla siebie i swoich protektorów tyle, ile Polska traciła materialnie w ciągu bez mała dwóch lat II Wojny Światowej.


Uświadomiwszy sobie ile żąda od Polski Ameryka-Judaika warto wrócić do postawionego na początku pytania precyzując je w sposób następujący:
 
Czy cena 300 mld dolarów za amerykańską gwarancję ochrony jest współmierna do zagrożenia stwarzanego dla Polski przez Rosję i Niemcy oraz do pewności tejże gwarancji?


I jeszcze pytanko ekstra:
 
Według jakiego przelicznika będzie wyceniana przez USA krew polskich żołnierzy w coraz bardziej prawdopodobnej wojnie z Iranem?


Chciałbym usłyszeć odpowiedzi na te pytania od polityków z ugrupowań rządzących i opozycyjnych.


Offline Benon

  • Gadatliwy
  • ****
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
Odp: Cena sojuszu z USA
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 04, 2018, 01:10:53 »

Wojska USA w Polsce – koszty, sens i S.447


Czy, a jeżeli tak, to ile powinniśmy płacić Stanom Zjednoczonym za obecność wojsk amerykańskich na terenie Polski? Jaką gwarancję da Polsce ulokowanie baz USA na jej terenie?


Cena amerykańskiej ochrony


W polityce międzynarodowej nie ma nic darmo. Jeżeli Stany Zjednoczone zgodzą się chronić Polskę swoimi wojskami, to Polska z pewnością będzie musiała za to zapłacić. Warto wiedzieć, że na przykład Republika Federalna Niemiec współfinansuje pobyt wojsk USA w jej granicach.


Jak doniosły media, władze Polskie zaproponowały, że przeznaczą 1,5 – 2 mld dolarów „na pokrycie kosztów ułatwienia stacjonowania” w Polsce amerykańskiej dywizji pancernej. Jest to zapewne kwota na start, na której nie zakończy się opłacanie Amerykanów. Można się o tym przekonać dokonując następującego szacunku. [1]


Stany Zjednoczone wydały w 2017 roku na cele militarne około 609,76 mld dolarów. Siły zbrojne USA liczą około 1,33 mln żołnierzy służby czynnej. Zatem roczne wydatki militarne USA w przeliczeniu na jednego żołnierza służby czynnej wynoszą mniej więcej 458,5 tys. dolarów (609,76 mld/1,33 mln = 458,5 tys.). [2], [3]


Liczebność dywizji wynosi przeważnie od 5 do 15 tys. żołnierzy. Załóżmy, że dywizja stacjonująca w Polsce będzie liczyła 10 tys. żołnierzy. Mnożąc roczne wydatki militarne USA w przeliczeniu na jednego żołnierza służby czynnej przez liczebność dywizji stacjonującej w Polsce otrzymamy szacunkowe wydatki przypadające na tę jednostkę wynoszące 4,59 mld dolarów (458,5 tys. x 10 tys. = 4,59 mld).
 
Przyjmując, że Polska będzie zwracała 50% wydatków przypadających na przebywającą na jej obszarze dywizję wyjdzie nam, że będziemy musieli każdego roku płacić Stanom Zjednoczonym 2,3 mld dolarów (4,59 mld/100 x 50 = 2,3 mld).
 
W 2017 roku Polska wydała na cele obronne około 10,01 mld dolarów, wobec tego danina na amerykańską dywizję pochłonęłaby około 23% polskich wydatków obronnych we wspomnianym roku (2,3 mld/10,01 mld x 100% = 23%). Dlatego chcąc utrzymać pozostałe wydatki wojskowe i jednocześnie płacić za amerykańską jednostkę należałoby podnieść kwotę przeznaczaną przez Polskę na obronność o 23%. [2]


Co nam da amerykańska baza?


Trudno odmówić wartości bojowej dobrze wyszkolonej i zaopatrzonej jednostce Sił Zbrojnych USA. Jednak stacjonująca w Polsce amerykańska dywizja nie będzie panaceum na militarne niebezpieczeństwa grożące Polsce ze strony Rosji. Wojska USA w Polsce będą znajdowały się pod amerykańską komendą i podejmą ewentualne działania wtedy, kiedy nie Polacy lecz Amerykanie uznają to za stosowne. Trzeba również brać pod uwagę wariant „taktycznej ewakuacji” sił USA w przededniu lub w czasie ewentualnej inwazji na Polskę. Ponadto przydatność dywizji pancernej będzie niewielka, jeżeli podstawowym środkiem agresji wymierzonej w Polskę będą na przykład ataki rakietowe.


Fortel S.447


Jak pisałem wcześniej tutaj, Amerykanie wiążą decyzję o lokalizacji stałych baz w Polsce ze sprawami polsko-żydowskimi. Od maja 2018 roku obowiązuje w Stanach Zjednoczonych ustawa S.447 (tzw. JUST Act) obligująca Sekretariat Stanu do złożenia w ciągu 18 miesięcy sprawozdania oceniającego między innymi postępy w przejmowaniu pożydowskiego mienia bezspadkowego przez organizacje „przemysłu Holokaustu”. Istotnym dla Polski następstwem tej ustawy jest prawne uznanie przez USA roszczeń żydowskich do bezspadkowego mienia po ofiarach Shoah.


Ważnym ogniwem łączącym kwestię finansowania wojsk amerykańskich w Polsce z ustawą S.447 może być zawarte w niej przyzwolenie na wykorzystanie mienia bezspadkowego po ofiarach Holokaustu na inne cele niż pomoc żyjącym ofiarom prześladowań Żydów oraz edukacja o Shoah. Czy takim celem nie może być umacnianie obronnego sojuszu polsko-amerykańskiego?


Wartość bezspadkowego mienia pożydowskiego w Polsce jest szacowana na ponad 300 mld dolarów. Wyobraźmy sobie teraz, że Amerykanie podczas negocjacji w sprawie ulokowania w naszym kraju bazy postawią warunek, aby Polska utworzyła wraz z organizacjami amerykańskimi i żydowskimi fundusz – nazwijmy go roboczo funduszem przyjaźni polsko-żydowsko-amerykańskiej – któremu przekaże bezspadkowe mienie pożydowskie lub jego ekwiwalent. Przyjmijmy wiedząc co nieco o naszej klasie politycznej, że Polska się na ten warunek zgodzi. Załóżmy ostrożnie, że fundusz będzie przynosił rocznie 1,5% zysku. 1,5% od 300 mld dolarów to 4,5 mld dolarów. Te 4,5 mld dolarów to 98% oszacowanych wcześniej rocznych wydatków przypadających na dywizję amerykańską, która miałaby stacjonować w Polsce (4,5 mld/4,59 mld x100% = 98%).


Przypomnijmy sobie, żeśmy wcześniej przyjęli, iż Polska zwracałaby USA 50% wydatków przypadających na dywizję. Jeżeli dodamy do tego owe 98% uzyskiwane z fundacji, to wyjdzie nam, że do Wuja Sama trafiałoby rocznie z Polski 148% wydatków przypadających na amerykańską jednostkę pancerną stacjonującą w naszym kraju. W liczbach bezwzględnych byłoby to równoważne kwocie 6,8 mld dolarów (2,3 mld + 4,5 mld = 6,8 mld).
     
W takim układzie roczna stopa zysku z inwestycji w postaci dywizji amerykańskiej przysłanej do Polski wynosiłaby 48% (148% - 100% = 48%). Doprawdy byłby to zysk na miarę takiego rekina biznesu jak Donald Trump, zasiadający obecnie w fotelu prezydenta USA.


Więcej asertywności


Główne siły polskiej klasy politycznej sprawiają wrażenie, jakby kierowały się taką oto trawestacją słów z pamiętnego przemówienia Józefa Becka: „Jest jedna rzecz, która dla bezpieczeństwa Polski jest bezcenna. Tą rzeczą są wojskowe bazy USA na terenie naszego kraju.”


Gdyby polskie elity polityczne wykazywały więcej asertywności w relacjach z USA i w komentowaniu tych relacji na forum publicznym, zapewne cena współpracy z Ameryką byłaby niższa.